nic do napisania

Just another WordPress.com weblog

Rok mnie nie było wrzesień 9, 2009

Zaszufladkowany do: Uncategorized — limetka @ 1:21 pm

Przeczytałam sobie ostatni wpis “jesień” i dotarło do mnie, że zbliża się kolejna, a ja nadal do napisania nie mam nic, więc wszystko po staremu, zero zmian.

Właściwie to mam dziś straszną nerwówkę, bo mi atakują osady na travianie (to taka gra strategiczna, która mnie opętała). co to będzie, chyba mnie rozwalą :( . to straszne, bo tak bardzo pieściłam moje osadki przez kilka ładnych miesiecy, a teraz przyszli źli ludzie(czyt. legio f) i zdeptali moją prywatność

 

Jesień wrzesień 16, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 1:00 pm

I zachód słońca nie jest tak piękny jak wczoraj

Przejrzysty róż nieba w szarość się zmienił

I znów przyjdzie Nam czekać do lata

Na promień słońca co blade lico nieba

Na powrót rozgrzeje.

 

Polowanie na kanie wrzesień 11, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 8:32 am

Mój maż jest wielbicielem tych grzybów i jak co roku nachodzi Go ochota na ten specjał obsmażony na patelni w bułce tartej. Twierdzi,  że to lepsze niż schabowy. Cóż, ja mam inne zdanie, ale każde podniebienie lubi co innego.

Wybieramy się zatem do lasu, pełni nadziei na udany zbiór, a okazuje się, że nie jest to takie łatwe, że to szukanie igły w stogu siana. Maż mi wtedy opowiada jak to było kiedyś….że niby całe lasy i pola zasiane były tymi cud kapeluszami.

Te czasy jednak minęły bezpowrotnie i nie pozostaje nic innego jak pogodzić się z tym faktem lub wybrać się do lasów naszych zachodnich sąsiadów.

Cała nasza leśna wyprawa zakończyła się znalezieniem aż pięciu kań. Maż zadowolony zjadł je wszystkie ze smakiem.

Ja nie uczestniczyłam w tym zbieractwie i zajęłam się fotografowaniem zachodu słońca. Oto efekt mojej pracy:

 

Pokazowa zagroda zwierząt w Gołuchowie wrzesień 11, 2008

Zaszufladkowany do: wycieczki — limetka @ 7:38 am

Dla każdego, kto lubi las, przyrodę i leśne zwierzęta polecam miejsce, jak najbardziej warte odwiedzenia, które znajduje się w miejscowości Gołuchowo.

Do zagrody prowadzi leśna droga. Trzeba przejść ok. 2 km, ale można też dojechać na miejsce bryczką. Wokół rozciąga się śliczny drzewostan, panuje czystość i spokój. Można obejrzeć paśniki wykonane dla poszczególnych leśnych zwierząt jak i budki lęgowe dla ptactwa.

Zwierzęta są przyjazne, przyzwyczajone do widoku ludzi, więc łatwo można je sfotografować. Są dziki, daniele hodowlane, koniki polskie i król puszczy sam żubr.

W niedzielne, słoneczne popołudnie warto tam zabrać nasze pociechy. Dla nich to niebywała frajda, a dla nas odpoczynek i relaks po męczącym tygodniu pracy. Polecam, naprawdę warto.

Wejście na teren jest bezpłatne. Na miejscu znajdziemy sklepik ze słodyczami i lodami jak również zautomatyzowaną toaletę.

A wokół cisza spokój i czyste powietrze. Dla mnie to istny raj, bo las to mój drugi dom.

 

Nad Zalewem Sulejowskim wrzesień 10, 2008

Zaszufladkowany do: wycieczki — limetka @ 10:24 am

Ostatni weekend spędziłam nad zalewem. Z daleka wydawał mi sie taki piękny, wzburzony wielki akwen, z plażą o żółtym czystym piasku i wszelakim ptactwem tam zamieszkującym. Jakież było moje rozczarowanie, gdy poszłam nad brzeg. Już kilkanaście metrów od molo unosił się nieprzyjemny odór, który przy samym brzegu, stał się wręcz nie do zniesienia. Nie wiem skąd tak wielkie zanieczyszczenie, bo okolica odludna, sprawiała wrażenie ekologicznie nieskażonej.

I żal mnie ogarnął. Jak można dopuścić do takiego stanu rzeczy? Tak mało jest miejsc, w których warto odpocząć i zamiast szanować to co natura nam dała, my to stopniowo niszczymy.Śnięte ryby leżały na brzegu, wokół plastikowe butelki i puszki po piwie. Szok!

Dzięki temu, że był wiatr udało mi się dotrzeć na molo i nie zwymiotować przy tym. Pstryknęłam kilka fotek.

 

W słabości nasza siła sierpień 16, 2008

Zaszufladkowany do: refleksje — limetka @ 4:05 pm

“W dzisiejszym świecie przewrotność nazywają mądrością, cnotę głupotą, obłudę pobłażliwością, dobroć słabością, trzymanie się zasad – uporem. Siła jest prawem.”

Kornel Ujejski — Wielka księga mądrości

Okazywanie słabości nie jest dziś modne ani opłacalne. Człowiek boi się ich uzewnętrzniania, bo powodują niejakie obnażenie własnego wnętrza. Instynkt samozachowawczy karze Mu bronić swojego ja nawet za cenę wyparcia swoich przekonań. Modne jest bycie na topie, w centrum uwagi, więc podświadomie dążymy do doskonałości. Nasze słabości chowamy za skorupką obojętności, która szczelnie nas otacza i daje poczucie bezpieczeństwa. Silna jednostka jest lepiej postrzegana w społeczeństwie i tym samym zyskuje na wartości. Podnosząc poczucie własnej wartości wzrasta jej poziom zadowolenia. Z pozoru jest bardziej szczęśliwa.

Można by tutaj pójść o krok dalej i zaryzykować stwierdzenie, że bardziej jej zależy na sprostaniu oczekiwań innych ludzi niż na swoich własnych potrzebach.

Przyjęło się, że dopuszczalne jest okazywanie słabości przez kobiety, bo one są zawyczaj bardziej uczuciowe i skłonne do popadania w skrajności. O ile od faceta oczekuje się bycia twardym o tyle kobieta z racji swojej delikatnosci, kruchości ma pełne prawo do  manifestowania swojej bezradności. Nie musi się wstydzić, że czegoś nie potrafi, że ewidentnie ją to przerasta. Szczerze współczuję mężczyznom pod tym względem, bo czyż oni nie mają prawa do łez? Łzy nie są męskie?hmmm…myślę, że są po prostu ludzkie i każdy, czy to kobieta czy facet ma do nich pełne prawo.

Podsumowujac. Uważam, że nie powinniśmy kryć się ze słabościami, a tym bardziej wypierać ich obecności, bo czy wszak właśnie nie one dopingują nas do nieustannej pracy nad sobą. One przypominają nam, że nie jesteśmy bezuczuciowymi maszynami, ale ludźmi.

“Nie jesteśmy szczęśliwi dzięki swoim cnotom, lecz dzięki wadom i słabościom.”

Johann Wolfgang Goethe — Wielka księga mądrości

 

zielono mi… sierpień 5, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 8:47 am

Lubię bywać nad rzeką, zwłaszcza , że jest to miejsce odludne, więc wszechogarniająca cisza może być balsamem dla zmęczonej duszy i ciała. Wszystkie te “cudeńka” w postaci drzew, krzaczków i korzeni są dla mnie zawsze godne uwiecznienie na fotkach. Dziś skupiłam się właśnie na korzeniach.

 

lekcja historii sierpień 5, 2008

Zaszufladkowany do: wycieczki — limetka @ 8:30 am

Sobotnie popołudnie, nuda koszmarna, więc najlepiej pojeździć po okolicy i poszukać fajnych miejsc. Oboje z mężem kochamy przyrodę , więc nasze kroki kierują się przeważnie w stronę lasu lub jeziora. Tak też było i tym razem.

Trafiliśmy w miejsce, gdzie w środku lasu stoi pomnik. Jest on poświęcony pamięci dwóch lotników litewskich: Stasysa Girenasa i Stepasa Dariusa, którzy którzy 15 lipca 1933 roku podjęli próbę przelotu bez lądowania z Nowego Jorku do Kowna na Litwie, na dystansie 7186 kilometrów.

Niestety samolot rozbił się zaledwie 650 km od celu. Przyczyną katastrofy były najprawdopodobniej złe warunki pogodowe.

Obszar katastrofy (koło o średnicy 10 metrów) został jeszcze przed wojną wykupiony na 99 lat przez rząd litewski. W miejscu, w którym w ziemię zarył silnik Lituanii postawiono granitowy pomnik w kształcie podwójnego krzyża strzelców. Natomiast w miejscu, do którego doczołgał się ciężko ranny Stepas Darius ustawiono drewnianą kapliczkę na słupie.

 

Paintball sierpień 1, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 1:10 pm

Byłam, doświadczyłam i bardzo mi się spodobało. Początkowo sceptycznie podeszłam do pomysłu uczestnictwa w tej bez wątpienia ekstremalnej zabawie, z powodów oczywistych dla każdej kobiety. Głównym takim moim odstraszaczem, którego obraz miałam w wyobraźni był pająk.

Arachnofobia towarzyszy mi od zawsze i często mnie zniechęca do bliższego kontaktu z naturą. Jednak moje ego nie pozwoliło mi się tak po prostu poddać, okazując słabość kobiecej natury przed silnymi mężczyznami.

Jestem delikatną, wrażliwą kobietą, przeciwną jakimkolwiek formom przemocy, a broń  w moim mniemaniu to całkiem niepotrzebny wynalazek ludzkości.

Fakt, że odbiegam rozmiarowo od przeciętnych kobiet, sprawił, że miałam wielkie trudności z doborem odpowiedniego ubrania. Nawet maska, zmniejszona do miniumum wciąż spadała mi z twarzy.

Mimo wszelkich niedogodności, ubrana w dużo za duże moro i z obowiązkowym markerem w dłoni, wyruszyłam na wojnę z własnymi koszmarami.

Upał był niemiłosierny. Pod kombinezonem tylko stringi i całe szczęście, bo chociaż nie przyklejały się do pośladków, jak to zwykły czynić inne majtki.

Początkowo nie wczułam się w rolę. Starałam się raczej uniknąć razów niż walczyć, ale szybko połknęłam bakcyla i poczułam się jak na prawdziwej wojnie. Sama nie mogę wprost uwierzyć, że czołgałam się między krzakami ze świadomością, że wszędzie czają się pająki i węże. Zakamuflowana, w pozycji leżącej namierzałam potencjalnego wroga. W tej zabawie najlepsze jest to, że maska paruje i nic tak naprawdę przez nią nie widać. Jedyne wyJście, to zdać się na zmysł słuchu.   

Dostałam dwa razy. Po pierwszym troszkę się przeraziłam i nawet chciałam się wycofać, ale nie było tak źle. Bardziej się przestraszyłam niż zabolało. Szybko się pozbierałam i na oślep strzelałam w kierunku, z którego nadleciał pocisk. Nawet nie wiem czy kogoś trafiłam, ale wystrzelałam cały magazynek. Byłam z siebie bardzo dumna. Najbardziej z faktu, że dałam radę. W przyszłości zamierzam to powtórzyć. Świetna zabawa.

 

zwierciadło sierpień 1, 2008

Zaszufladkowany do: o mnie — limetka @ 8:16 am

Mój świat to zapach łąki o poranku

wilgoć rosy,

co stopy rozgrzane w słoneczny dzień budzi

mój świat to kwiecia zapach

maciejki słodycz wieczorna

to zachód słońca w duszną letnią noc

Mój świat to Ty i ja

otuleni w ciszę miłosnego upojenia

i kawy łyk w ulubionej zielonej filiżance

mój świat należy do mnie…