nic do napisania

Just another WordPress.com weblog

Paintball sierpień 1, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 1:10 pm

Byłam, doświadczyłam i bardzo mi się spodobało. Początkowo sceptycznie podeszłam do pomysłu uczestnictwa w tej bez wątpienia ekstremalnej zabawie, z powodów oczywistych dla każdej kobiety. Głównym takim moim odstraszaczem, którego obraz miałam w wyobraźni był pająk.

Arachnofobia towarzyszy mi od zawsze i często mnie zniechęca do bliższego kontaktu z naturą. Jednak moje ego nie pozwoliło mi się tak po prostu poddać, okazując słabość kobiecej natury przed silnymi mężczyznami.

Jestem delikatną, wrażliwą kobietą, przeciwną jakimkolwiek formom przemocy, a broń  w moim mniemaniu to całkiem niepotrzebny wynalazek ludzkości.

Fakt, że odbiegam rozmiarowo od przeciętnych kobiet, sprawił, że miałam wielkie trudności z doborem odpowiedniego ubrania. Nawet maska, zmniejszona do miniumum wciąż spadała mi z twarzy.

Mimo wszelkich niedogodności, ubrana w dużo za duże moro i z obowiązkowym markerem w dłoni, wyruszyłam na wojnę z własnymi koszmarami.

Upał był niemiłosierny. Pod kombinezonem tylko stringi i całe szczęście, bo chociaż nie przyklejały się do pośladków, jak to zwykły czynić inne majtki.

Początkowo nie wczułam się w rolę. Starałam się raczej uniknąć razów niż walczyć, ale szybko połknęłam bakcyla i poczułam się jak na prawdziwej wojnie. Sama nie mogę wprost uwierzyć, że czołgałam się między krzakami ze świadomością, że wszędzie czają się pająki i węże. Zakamuflowana, w pozycji leżącej namierzałam potencjalnego wroga. W tej zabawie najlepsze jest to, że maska paruje i nic tak naprawdę przez nią nie widać. Jedyne wyJście, to zdać się na zmysł słuchu.   

Dostałam dwa razy. Po pierwszym troszkę się przeraziłam i nawet chciałam się wycofać, ale nie było tak źle. Bardziej się przestraszyłam niż zabolało. Szybko się pozbierałam i na oślep strzelałam w kierunku, z którego nadleciał pocisk. Nawet nie wiem czy kogoś trafiłam, ale wystrzelałam cały magazynek. Byłam z siebie bardzo dumna. Najbardziej z faktu, że dałam radę. W przyszłości zamierzam to powtórzyć. Świetna zabawa.

 

zwierciadło sierpień 1, 2008

Zaszufladkowany do: o mnie — limetka @ 8:16 am

Mój świat to zapach łąki o poranku

wilgoć rosy,

co stopy rozgrzane w słoneczny dzień budzi

mój świat to kwiecia zapach

maciejki słodycz wieczorna

to zachód słońca w duszną letnią noc

Mój świat to Ty i ja

otuleni w ciszę miłosnego upojenia

i kawy łyk w ulubionej zielonej filiżance

mój świat należy do mnie…

 

Na dobry początek sierpień 1, 2008

Zaszufladkowany do: naturalnie — limetka @ 8:00 am

“Nie pij herbaty jak ktoś, kto przełyka kawę w czasie przerwy w pracy.Rób to powoli i z namaszczeniem, tak jak pracuje oś, wokół, której kręci się Ziemia-powoli, równo, bez pośpiechu. Żyj w terażniejszej chwili. Tylko ona jest życiem”

Thich Nhat Hanh

Według tej maksymy powinien żyć człowiek, ale czy w dzisiejszych czasach jest to wogóle możliwe? Zdaje się, że nie, choć ja uważam inaczej. Staram, się by każdy dzień był dla mnie takim, który wniesie coś nowego, świeżego, choćby pozostawi wspomnienie po porannym letnim deszczu. Warto się czasem zatrzymać i obejrzeć wokół, bo tyle piękna nas otacza, a czasem nie potrafimy tego dostrzec.

Na balkonie zasadziłam pelargonię. Pięknie zakwitła, pójdę zachwycić się jej pięknem.